ÿþ<HTML> <TITLE>Hays Media</TITLE> <HEAD> <script language="javascript" type="text/javascript"> <!-- function FitImage(o){if ((o.width != 0) && (o.height !=0)) if(o.height>o.width) o.height=Math.min(o.height,o.fittosize); else o.width=Math.min(o.width,o.fittosize);} function FitImages(){for(i=0; i < window.document.images.length; i++){o = window.document.images[i];if(o.fittosize)FitImage(o);}} function ScaleItem(o){oldwidth = o.width; oldheight = o.height; if(oldwidth!=0) o.width=oldwidth*screen.width/1280; if(oldheight!=0) o.height=oldheight*screen.width/1280;} //--> </script> </HEAD> <BODY BACKGROUND="dream.gif" OnLoad="FitImages()"> <FONT FACE="ARIAL"> <TABLE WIDTH = 980 CELLSPACING="0" CELLPADDING="0" style="border-collapse:collapse"> <TR> <TD WIDTH=150 VALIGN=TOP> <CENTER> <!--[if lte IE 6]> <A HREF="index.html"><IMG border=0 SRC="HomeNoTrans.png" OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A><BR> <A HREF="GalleryIndex.html"><IMG border=0 SRC="GalleryNoTrans.png" OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A><BR> <A HREF="JournalIndex.html"><IMG border=0 SRC="ArchiveNoTrans.png" OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A><BR> <![endif]--> <![if ! lte IE 6]> <A HREF="index.html"><IMG border=0 SRC="Home.png" OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A><BR> <A HREF="GalleryIndex.html"><IMG border=0 SRC="Gallery.png" OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A><BR> <A HREF="JournalIndex.html"><IMG border=0 SRC="Archive.png" OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A><BR> <![endif]> </CENTER> </TD> <TD> <!--[if lte IE 6]> <CENTER><IMG border=0 SRC="HaysMediaNoTrans.png"></CENTER> <![endif]--> <![if ! lte IE 6]> <CENTER><IMG border=0 SRC="HaysMedia.png"></CENTER> <![endif]> </TD> <TD ALIGN=RIGHT WIDTH=150 VALIGN=TOP> </TD> </TR> </TABLE> <TABLE WIDTH = 100%><TR> <TD WIDTH=100> <A HREF="Journal29.html"><IMG border=0 SRC="inenglish.gif" OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A> <IMG border=1 SRC="popolsku.gif"> </TD> <TD ALIGN=CENTER> <TABLE><TR> <TD width=35 ALIGN=RIGHT><A HREF="JournalPoPolsku28.html"><IMG border=0 SRC=bakarrow.gif width=30 height=20 OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A></TD> <TD ALIGN=CENTER><FONT SIZE=+2><B>Adopcyjna Wyprawa (Cz[ 2) (19.10.2007)</B></FONT></TD> <TD width=35 ALIGN=LEFT><A HREF="JournalPoPolsku30.html"><IMG border=0 SRC=fwdarrow.gif width=30 height=20 OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A></TD> </TR></TABLE> </TD> <TD ALIGN=RIGHT WIDTH=100> <A HREF=Gallery/2007/2007_10/index.html><IMG border=0 height=20 SRC=Photos.png OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A> </TD></TR></TABLE> <I>[Jest to cz[ druga opisujca dzieD po dniu nasz wypraw aby zaadoptowa Izabel. Wikszo[ jest zebrana z emailÌw, ktÌre wysyBali[my podczas podÌ|y wic niektÌre partie mog by Wam znajome.]</I> <P> <B>Waszawa: DzieD 29</B> <P> ChBopcy odlecieli do USA. <P> Ja z Izabel spdziBam caBy dzieD w pokoju w hotelu opBakujc strat  Dada co jest rÌwnoznaczne dla Izabeli z Dantem i Dadi. Ona bardzo wyraznie zaczBa dzi[ woBa  Mama wic my[l, |e separacja rodzicÌw mo|e by nieoczekiwanie pozytywnym efektem. BawiBy[my si, jadBy[my, siedziaBy[my na nocniczku, namydlaBy[my i pBukaBy rce i powtarzaBy[my te czynno[ci. <P> Ona rÌwnie|  odkryBa , |e twarz skBada si z wielu cz[ci oprÌcz nosÌw, oczu, uszu i wBosÌw i spdziBa wikszo[ dnia  egzaminujc mnie co jest co. U|ywam jzyka polskiego poniewa| wszystko po angielsku oprÌcz piosenek ona wyraznie nie odbiera. <P> Aby wyj[ na chwil poszBy[my na zwiedzenie hotelu. ZnalazBy[my siBownie, 5  wypoczynkowych lo|y i przepikny widok Warszawy z 33go pitra. Poniewa| nikt si nie zjawiaB mogBy[my przez pewien czas obej[ caB [ciane ze szkBa i Izabela z ooh i aaah zupeBnie jak maBpka pokazywaBa na ludzi, auta, trolejbusy i wszystkie interesujce szczegÌBy miejskiego ruchu. <P> Z powrotem na naszym pitrze byBa przekonana, |e powinny[my i[ do innego pokoju. PoprowadziBa mnie, trzymajc mnie za palec, do koDca korytarza prawdopodobnie aby obejrze rÌ|ne przeciwpo|arowe i wyj[ciowe znaki wic ja pu[ciBam jej palec i odeszBam kilka krokÌw. ZrobiBa 50 krokÌw samodzielnie (gdy ja cofaBam si) zanim j podniosBam aby u[ciska. Za drugim razem zrobiBa 57 krokÌw i oczywi[cie upadBa. Po tym nie miaBa ochoty powtÌrzy tego abym zrobiBa nagranie. Troch pÌzniej wyszBy[my na korytarz znowu i tym razem ona przeszBa caBy korytarz kilka razy po 10-12 krokÌw, upadajc na pup i wstajc samodzielnie bez trzymania si [ciany. Mamy wic wyrazny postp. By mo|e nie bdzie tak du|o zataczania si gdy znajdziemy si ju| w domu. <P> Izabela w dalszym cigu ubÌstwia  This little piggy (Ta maBa [winka  piosenka któr si [piewa ruszajc dziecku po kolei wszystkie paluszki od nogi). Ciekawe, poniewa| Dante nigdy nie przejawiaB zainteresowania t zabaw i zwykle probÌwaB wykrci si kiedy j inicjowaBam. Izabela w nieskoDczono[ chce aby [piewa to przechodzc rk z nogi na nog. Dzi[ odkryBam, |e co ona naprawd CHCE to jest spiewa i rusza paluszki w OBU stopach w tym samym czasie! Oh, to wyzwala wspaniaBy [miech. I nasza ostatnia maBa [winka [piewa:  MY, MY, MY, MY, MY NAPRAWD CHCEMY IZ DO DOMU! <P> <B>Warszawa: DzieD 30</B> <P> Jak niektÌrzy z Was orientuj si, moja matka (Baba Jaga) nie popieraBa naszej idei adopcji Izabeli. Nawet po naszym pierwszym pobycie w Polsce cigle wierzyBa |e  zmdrzejemy i |e ta caBa adopcja nie dojdzie do skutku. My stawali[my si coraz bardziej zawiedzeni jej brakiem partycypowania w naszej rado[ci a ona byBa zawiedzona odrzucaniem przez nas jej zastrze|eD. W koDcu doszli[my do punktu gdy przestali[my rozmawia. Poniewa| mieli[my bardzo maBo czasu midzy otrzymaniem daty w sdzie i naszym wyjazdem bo byli[my w koBowrotku rÌ|nych zaBatwiaD, wic nie byBo czasu aby rozwiza ten problem. W zwizku z tym Baba Jaga zostaBa zostawiona sama sobie aby duma nad jej uczuciami i w jaki[ sposÌb je uporzadkowa (gdy my zostali[my z naszymi obawami do jakich konkluzji ona dojdzie gdy wrÌcimy). Poniewa| nie miaBa |adnych wiadomo[ci co si z nami dzieje i gdzie jeste[my, okoBo 30 dnia jej matczyne niepokoje wziBy gÌr nad nieporozumieniem. Jednak niechtna skontaktowania si ze mn osobi[cie poprosiBa jej kuzynk, Gra|yn, aby sprÌbowaBa dowiedzie si cokolwiek o naszej sytuacji aby uspokoi jej niepokÌj i sprawdzi czy nie potrzebujemy pomocy. Ciocia Grazyna, ktÌra mieszka w Warszawie, wysBaBa mi wic email pytajc jak nam idzie, wBa[nie w dniu gdy my byli[my zajci pakowaniem chBopcÌw do domu. <P> Wahajca si z pocztku i oczekujca, |e ciocia Gra|yna jest uprzedzona do naszej decyzji z powodu dBugich i serdecznych kontaktÌw z moj matk, zdecydowaBam si skontaktowa z ni tylko ze wzgldu na dobre wychowanie. Ona wziBa mnie i Izabel dzisiaj na obiad i chocia| ja nie mam |adnych wspomnieD z dzieciDstwa z ni zwizanych, okazaBo si, |e obie pasujemy do siebie. Ja odkryBam w niej ogromn otwarto[, umiejtno[ dyplomacji i szczero[, nie wspominajc ju| wspaniaBego humoru. <P> Poniewa| teoretycznie nastpnego dnia miaBam opu[ci hotel i by przeniesiona do mieszkania, ona zaproponowaBa, |e mnie zawiezie do tego nowego apartamentu wic nie bd musiaBa bra taksÌwk. RÌwnie| chciaBa obejrze to nowe moje miejsce aby by pewn, |e jest bezpieczne. <P> <B>Warszawa: DzieD 31-32</B> <P> Oczywi[cie rodzina z WBoch, ktÌra mieszkaBa w mieszkaniu, do ktÌrego miaBam si przeprowadzi z Izabel, nie otrzymaBa paszportÌw i nie byBo wiadomo kiedy to nastpi. Powiedziano mi, |e ja mog przedBu|y moj pobyt w Novotelu. To wcale mi nie odpowiadaBo. Ciocia Ewa rÌwnie| przyjechaBa do Warszawy aby mi pomÌc przenie[ si do nowego miejsca i by ze mn chocia| przez kilka dni podczas mojego pobytu w Warszawie. Po opowiedzeniu moim ciociom o moich nowych kBopotach, Ciocia Gra|yna natychmiast zaproponowaBa mi zamieszkanie w jej du|ym apartamencie na {oliborzu, w jednej w najbardziej eleganckich dzielnic Warszawy. Chcc nie chcc lecz niezmiernie wdziczna za propozycj, przeniosBam sie wic tam z Izabel. <P> Okazuje si, |e ciocia Gra|yna jest doskonaB gospodyni i towarzyszk i mamy mnÌstwo rado[ci z poznawania si bli|ej. RÌwnie| spdzam troch czasu z cioci Ew, ktÌra mieszka u jej krewnych. OdwiedziBam j z Izabel i poznaBam dalszych krenych ze strony mojego ojca, do ktÌrych nale|y MaBgorzata, mniej wicej w moim wieku i jej matka, ciocia Ania. <P> <B>Warszawa-Krynica-GrybÌw-Muszyna-ZBockie-GrybÌw-Krynica-Warszawa: DzieD 33-35</B> <P> WybÌr dnia zjawienia si w sdzie nie mÌgB by gorszy, gdy| przez to Dante i Chris zostali pozbawieni mo|liwo[ci kilku tygodni swobodnego zwiedzenia Polski. Ale ja te| nie bardzo miaBam pojcie kiedy znowu bd tutaj wic zobaczenie si z moim prawie 90letnim ostatnim dziadziem byBo dla mnie wa|ne. Ciocia Gra|yna byBa nadzwyczajnie pomocna w zrealizowaniu tego mojego marzenia. PodrÌ| do Krynicy zajBa nam dziesi godzin; dwie z tego byBy spdzone w korkach na obrze|u Kielc. MusiaBy[my stan kilka razy dla Izabeli, ktÌra wygldaBo, |e nie ma nic przeciwko temu jak auto jechaBo szybko, ale protestowaBa do[ gBo[no jak auto ledwo posuwaBo si w tBoku. W Krynicy zatrzymaBy[my si w mieszkaniu rodziny cioci Gra|yny. Std wziBam taksÌwk do Grybowa aby zobaczy si z moim dziadkiem, gdy ciocia zostaBa z Izabel. Dziadek zareagowaB bardzo przyjemnie na wiadomo[, |e postanowili[my powikszy nasz rodzin adoptujc dziewczynk. Ja zostawiBam to do jego decyzji czy chce j zobaczy czy nie i on orzekB, |e bdzie szcz[liwy ze spotkania jej. Wic kiedy ciocia Gra|yna zadzwoniBa, |e Izabela wstaBa po jej drzemce, zaaran|owaBy[my, |eby j przywiozBa by spotkaBa jej nowego pradziadka. <P> Po krÌtkiej chwili zostawili[my dziadka aby odpoczB i pojechaBy[my do Muszyny a potem na ZBockie. Tam poszBy[my do ko[cioBa, w ktÌrym byBam ochrzczona i wziBam Pierwsz Komuni i gdzie wikszo[ rodziny mojej matki jest pochowana na przylegajcym cmentarzu. OdczuBam smutek odwiedzajc i wyplewiajc groby, z grobem mojej babci wBcznie; byBam po raz pierwszy na jej grobie poniewa| ona umarBa w 1994 roku gdy ja studiowaBam robic moje magisterium. Potem pojechaBy[my na miejsce gdzie spdziBam wikszo[ moich najpikniejszych wakacji w okresie dzieciDstwa. Mojej matki najmBodsza siostra, ciocia MaBgosia, byBa tam. Bardzo zaskoczona zobaczywszy nas pozwoliBa nam zwiedzi okolic. PokazaBa mi ziemi, ktÌra zostaBa podzielona po [mierci babci i gdzie byBa moja cz[. KawaBeczek wielko[ci znaczka pocztowego ma przepikny widok i byBoby wspaniale mie tam domek pewnego dnia. Droga dojazdowa te| by si przydaBa. <P> Po obejrzeniu wszystkich zmian w ogrodach i domach i opBakujc strat ogromnej gruszy, ktÌra byBa widoczna z du|ej odlegBo[ci i ktÌra wyraznie zaznaczaBa gdzie jest dom naszej rodziny, ciocia Gra|yna, Izabela i ja wyjechaBy[my. ZdecydowaBy[my, |e jest jeszcze wystarczajco wcze[nie aby odwiedzi dziadka jeszcze raz w Grybowie. On ucieszyB sie nasz wizyt nawet bardziej ni| za pierwszym razem. Okre[liB Izabel jako ciekawsk i natychmiast nazwaB ja  MaB myszk gdy| ona w tym czasie prÌbowaBa wszystkie jego piloty i telefony, i otwieraBa szafki, - typowe dla maBego dziecka. <P> PowrÌt do Warszawy zajB tym razem tylko 8 godzin.Tego wieczoru zadzwoniBa do mnie ciocia Marysia (moja matka powiedziaBa jej o adopcji i |e mieszkamy u Cioci Gra|yny). Ona byBa bardzo zadowolona sByszc o Izabeli i zdecydowaBy[my si, |e musimy si spotka jak wrÌc z Aodzi, gdzie miaBam zaplanowany tydzieD u cioci Ewy. <P> RÌwnie| miaBam telefon od Magdy, ktÌra zaanonsowaBa, |e odwiedzi mnie jutro. OznajmiBa, |e potrzebuje mojego podpisu |eby adwokat mÌgB odebra 5 kopii metryki urodzenia Izabeli w Toruniu. Niestety ale to znaczy, |e ja musz podrobi podpis Chrisa!! Magda zapewniBa mnie, |e  to si zawsze robi i |e rodzina przede mn zrobiBa to samo, jednak ja nie rozumi dlaczego ona nie poprosiBa o jego podpis gdy Chris byB tutaj. <P> <B>AÌdz: DzieD 36-40</B> <P> MÌj kuzyn, Tomek, odebraB nas w Warszawie i zawiÌzB do Aodzi zostawiajc nas w apartamencie cioci Ewy. Razem z Izabel zaczBy[my tydzieD pieknych spacerÌw z cioci Ew i jej psem, Knotem. Midzy wizytami w rÌ|nych parkach, na cmentarzu (na ktÌrym jest pochowana rodzina mojego Ojca), zakupami i wizytami u przyjaciÌBki Doroty i jej cÌrki, Oli, znalazBam czas aby dowiedzie si, |e mÌj pradziadek, Jan Checinski, jest jedn z ofiar w[rÌd wojskowych i pracownikÌw paDstwowych zmordowanych przez NKWD w 1940 roku w Ostaszkowie. <P> Ciocia Ewa sprawiBa, |e zaczBam fascynowa si kilkoma polskimi serialami, ktÌre ogldaBy[my razem w midzy czasie ogldajc albumy ze starymi zdjciami i snujc rozwa|ania nad naszym |yciem. Przed pÌj[ciem spa zasiadaBam do jej antycznego win 98 komputera i prÌbowaBam dotrze do moich emaili, co na ogÌB wymagaBo kilkakrotnego uruchomienie komputera ponownie. PoBczenie internetowe szybko[ci 32 kilobitów na sekund przypomina nasze stare Bczenia przez telefon zanim mieli[my poBczenie satelitarne i te prÌby bez koDca, bardzo mnie denerwowaBy wic siedziaBam naogÌB dBugo w nocy. <P> Podczas mojego pobytu ciocia Ewa i ja miaBy[my za zadanie zrobi zdjcie paszportowe dla Izabeli. SkoDczyBo si to caBkiem powa|n wypraw tramwajami, autobusami i dBugim spacerem poniewa| miejsce znane cioci miaBo zepsuty aparat wic zostali[my skierowani gdzie[ indziej. UdaBo nam si znalez inne miejsce troch bli|ej i zrobili[y caBkiem Badne zdjcia za 25 zBotych.. <P> <B>AÌdz: DzieD 41</B> <P> MaBgorzata, ktÌr poznaBam w Warszawie, przyjechaBa dzi[ do Aodzi i zaofiarowaBa mi objazd po Aodzi jako  DzieD Wychodny Dziewczt . Izabela zostaBa z cioci Ew gdy my poszBy[my  w miasto . OdwiedziBy[my Podstawow SzkoB Muzyczn, do ktÌrej chodziBam przez pÌB roku pierwszej klasy, Muzeum Ksi|y MByn gdzie byBy[my rozbawione wystaw starych nakry stoBowych i sprztu domowego oraz dzieBa sztuki w formie ze smakiem uBo|onych i pokrojonych kawaBkÌw chleba i nowy mall w Aodzi zwany Manufaktur gdzie zjadBy[my pyszne pierogi w Pierrogerii, gdzie byBa niesamowita tymczasowa wystawa sztuki egipskiej z popisem aktorskim przedstawiajcym proces mumifikacji; na koniec caBkowicie poddaBy[my si i wykazaBy upadek wszelkich norm w Wedlowskiej Czekoladowej Kafejce. <P> Poniewa| AÌdz sBynie w [wiecie z produkcji filmowych [wiatowej sBawy re|yserÌw takich jak Wajda, PolaDski i Kie[lowski i zainspirowaBa wielu innych, ostatnio Davida Lynch, miasto jest nazywane wic HollyAÌdz. Ja nie mogBam si oprze aby nie zrobi zdjcia tego napisu dla Waszej rado[ci. <P> Kiedy Izabela zapytywaBa si o mnie, ciocia Ewa dzwoniBa na mÌj telefon komÌrkowy i przykBadaBa sBuchawk do jej ucha. Ona wyraznie byBa przejta moim bez ciaBa gBosem. Za ktÌrym[ razem wziBa sBuchawk w rce midzy rozmowami, podniosBa j do cioci Ewy i zaspiona powiedziaBa:  nie ma mama . <P> <B>Sokolniki: DzieD 42</B> <P> Ciocia Ewa, jej obaj synowie z rodzinami, jak rÌwnie| rodzice |ony Tomka spdzili z nami caBy dzieD w Sokolnikach gdzie Tomek wykaDcza jego nowy dom. ZajBo mu to 3 lata ale to jest przepikny dom, z oknami w sufitach, w rogu gBownej Bazienki ma jacuzzi, przepikne podBogi, wspaniaB kuchni i [liczny na poddaszu pokÌj dla Julki udekorowany zielonymi wykBadzinami z kaczkami i biedronkami. <P> Pamitam jak dojazd do Sokolnik zabieraB  caBy dzieD . My, dzieci, byli[my upychani do cioci Ewy auta, ktÌre prowadziB jej m|, wujek Rysiek, i pod ktÌrym to on spdzaB caBy czas w Sokolnikach prÌbujc je naprawi. Obecnie dojazd trwa mniej ni| pÌB godziny. Miasteczko rozrosBo si niesamowicie i chocia| zachowaBo wiejski charakter i urok, ma sklepy, lepsze drogi i nawet ko[ciÌB (ktÌry kiedy[ skBadaB si z Bawek ustawionych przed oBtarzem pod goBym niebem). <P> Stary dom cigle jeszcze stoi, z tymi samymi 30to i wiecej letnimi zielonymi firankami, ale zewntrzna ubikacja zostaBa zastpiona now i funkcjonaln Bazienk. Na scianach sypialni zachowane s kreski Tomka, Marka i mojej wysoko[ci z czasów gdy tam przebywali[my jako dzieci. <P> Izabela i Julka bawiBy si o tyle o ile mozna oczekiwa przy rÌ|nicy ich lat. ZabawiaBam je obie ksi|kami, piosenkami i rymami i po jakim[ czasie Izabela zaczBa by zazdrosna o Julk, ktÌra chciaBa zmonopolizowa moje kolana. Wyraznie byBo wida, |e w[ród podrÌ|y, zmian w miejscach spania i przepBywu ludzi dookoBa nas, ja byBam jedynym staBym odno[nikiem w |yciu Izabeli. Ona przywizaBa si bardzo do mnie i przewidywaBam, |e wBczenie Dante i Dadi do jej obecnej idei rodziny bdzie problematyczne. <P> <B>Warszawa: DzieD 43</B> <P> Korki w drodze powrotnej do domu cioci Gra|yny byBy niesamowite i zabraBo nam 4 godziny aby tam dotrze, zamiast normalnych dwÌch. Biedny Tomek nie chciaB nawet zosta i troch odpocz gdy| bardzo pragnB by jak najszybciej spowrotem w domu w Aodzi. <P> Podczas pobytu w Aodzi co[ zBapaBam i zaczBam si bardzo zle czu. CaBy czas kaszl i mam zatkane zatoki. Martwi si, |e Izabela to te| mo|e zBapa co byBoby bardzo zBe w zwizku z kondycj jej serca. Mam tak|e nadziej |e nie zara| cioci Gra|yny. <P> Ze strony pozytywÌw, Izabela ma nowe sBowo. Ona mo|e mÌwi  up , co brzmi raczej jak  ap ale jest do zrozumienia. <P> <B>Warszawa: DzieD 44</B> <P> Jak zwykle  wszystko si zmieniBo . To wydaje mi si jedyna niezmienna odpowiedz, ktÌr cigle dostaj. Dzi[ mieli[my wypeBni jakie[ papiery aby zacz proces zdobycia paszportu dla Izabeli. MÌwiono mi, |e to nie zajmie wicej jak kilka minut i |e nie potrzebna jest do tego Izabela. <P> Ale| NIE!. <P> Rano dowiedziaBam si, |e najpierw musimy dosta dla Izabeli numer Pesel i dopiero wtedy wypeBni papiery o paszport. Oczywi[cie teraz, gdy wszyscy w Ministerstwie czego[ tam zostali wyrzuceni i pokazaBa si nowa ekipa, otrzymanie Peselu w teori powinno by zrobione kilka dni przed wystpieniem o paszport. <P> Magda, nasza koordynatorka, ma w tej chwili inn rodzin w Polsce, ktÌra wBasnie przyleciaBa ostatniej nocy po 18 miesiczn dziewczynk, ktÌrej jednyn wad byBo to, |e urodziBa j alkoholiczka i chocia| dziecko nie ma |adnych oznak alkoholowego zespóBu pBodowego, nikt w Polsce nie chce jej zaadoptowa. Ona jest urocza jak cukierek. Magda ma ich dzi[ zawiez do PBocka. Najpierw wic ona chciaBa zabra mnie z cioci Gra|yny domu i zawiez do ministerstwa, odwiez spowrotem i potem odebra Izabel, i zawiez nas na godzin czternast na nasz wizyt po paszport. Ja powiedziaBam jej, |e lepiej pojecha z Izabel od razu poniewa| korki na ulicach Warszawy s ogromne i co[ jeszcze mo|e  wyskoczy wic spÌznimy si. Oczywi[cie miaBam racj. <P> Magda prawie wy|ebraBa w ministerstwie aby Pesel zostaB przyznany natychmiast. Mo|e sprawiB to urok Izabeli, mo|e mÌj kaszel, albo te| Magdy niesamowite krcenia za ktÌre powinna dosta Oskara, w ka|dym razie obojtnie z jakiego powodu urzedniczka nagiBa troch przepisy i kazaBa nam zgBosi si przed czternast gdy wszystko bdzie gotowe. <P> W ten sposÌb wzieBy[my taksÌwk do Holiday Inn gdzie zatrzymali si nowoprzyjezdni i Magda kazaBa mi czeka w holu podczas gdy ona musiaBa porozmawia przez telefon z kim[ przez chwil. Kiedy czekaBam, Izabela zjadBa caBego banana samodzielnie i obeszBa hol milion razy. W koDcu Magda przyszBa i przedstawiBa mnie czekajcej parze (ktÌra rÌwnie| czekaBa w holu ale poniewa| mieli baga|e nie przyszBo mi do gBowy |e to mog by oni) i zaanonsowaBa, |e jest gBodna. Zdenerwowana z powodu czasu, przypomniaBam jej, |e mamy by spowrotem w ministerstwie o 2giej. Ona wic zjadBa szybko, poczstowaBa nas herbat i pognali[my inn takÌwk do ministerstwa gdzie, nie do uwierzenia, dowiedziaBy[my si, |e Izabela ma Pesel. ZBo|yBy[my konieczny plik papierÌw o paszport i zostaBy[my powiadomione, |e mo|e by gotowy w pitek. Albo w poniedziaBek. NajpÌzniej we wtorek. Prawdopodobnie. Wic uzbroiBy[my si w cierpliwo[. <P> W midzy czasie ja coraz bardziej czuBam si chora z godziny na godzin. Izabela nie spaBa po poBudniu ani nie zjadBa obiadu. Ciocia Gra|yna byBa zaniepokojona moim kaszlem i zamÌwiBa wizyt aby obejrzaB mnie lekarz w jakiej[ klinice tego popoBudnia. Za 70 zBotych zostaBam prawdziwie przebadana przez lekarza (jestem przyzwyczajona, |e amerykaDscy lekarze sBuchaj o symptomach od chorych ale prawie nigdy nie badaj) i zawyrokowaB, |e moja wirusowa infekcja jakiego[ rodzaju bardzo szybko (w cigu 2 dni) wywoBaBa bakteryjn infekcj w piersiach i to rozwinBo si w peBny bronchit. Po badaniu poszBam do apteki i wykupiBam jej poBow za 86 zBotych (antybiotyk i mnÌstwo innych rzeczy jakie mi przepisaB). Izabela zjadBa obiad wieczorem w prawdziwym amerykaDskim stylu. <P> Lekarz rÌwnie| zaleciB aby Izabela spaBa w innym pokoju i |e powinny[my przewietrzy pokoje, w ktÌrych jestem caBy czas, |e ona powinna du|o pi napojÌw i sokÌw i ja powinnam  by daleko od niej . Jakby to byBo mo|liwe w tej sytuacji... <P> Ciocia Gra|yna otworzyBa dla mnie dodatkowe Bo|ko w innym pokoju, chocia| ja obawiaBam si, |e Izabela spadnie z BÌ|ka w ssiednim pokoju w [rodku nocy. <P> <B>Warszawa: DzieD 45-47</B> <P> Polskie antybiotyki wyraznie dobrze dziaBaj na mnie i czuj si o wiele lepiej. Izabela dalej [pi w oddzielnym pokoju bo znalazBy[my sposÌb jak j  przypi , |eby nie spadBa z ogromnego Bo|a podczas jej nocnych przesuwaD pod koBdr. Ja jestem zadowolona ze swobody, zwlaszcza, |e ciocia Grazyna ma zainstalowanego Skypa wic moge rozmawia z Chrisem prawie ka|dego wieczora i zdawa mu sprawozdanie z naszych przygÌd. <P> Ostatnio Izabela wiekszo[ czasu gdy nie [pi spdza chodzc przy mnie. Ona jest w peBni [wiadoma funkcji jej ciaBa i dosBownie przynosi mi nocniczek pokazujc na krocze jakby mÌwic, |e czas na siusianie. Jestem zdumiona tym w jej wieku. Ale cigle jeszcze u|ywamy 3 lub 4 pieluchy dziennie jednak|e tylko dlatego, |e ona w koDcu pije cale 300 ml soku dziennie. <P> Ona pokazuje  prosze wiecej je[ albo  prosze wicej pi (aktualnie cigle jeszcze u|ywa  mleko zamiast  pi ) chocia| woli albo  prosz je[ albo  wicej je[ ale nie lubi pokaza wszystkie trzy znaki razem zbyt czsto. ZaczBam j uczy  dzikuj ale nie wygBda aby rozumiaBa o co chodzi. Ona poznaBa znak na  skoDczone (koniec), ktÌry wymachuje podobnie do  pi , ale gdy nie ma nic w ustach i jest gotowa na nastpny ks sygnalizuje  skoDczone i mÌwi w tym samym czasie  nie ma ! Ona mo|e powiedzie  pa pa kiwajc rczk jednocze[nie z wBa[ciwym dla jej wieku opÌznieniem. Chce poznawa sBowa wszystkich rzeczy dookoBa wic pokazuje na jak[ rzecz i pyta  to to zamiast  co to . <P> ZaczBam j wypytywa o nazwy przedmiotÌw w ksia|ce i wyglda na to, |e w rezultacie tego powikszyBa sBownictwo. Kiedy nie zna odpowiedzi prÌbuje kokieteryjnie zmieni temat ale gdy nie ustpuj i ponawiam pytanie, czasami zaczyna si zBo[ci i prÌbuje rzuci ksi|k (co powoduje, |e j zabieram i wÌwczas oczywi[cie ona chce j z powrotem). Z du| cierpliwo[ci jest w stanie wBo|y 10 ksztaBtÌw do kostki do odró|nania ksztaBtów, chocia| z niektÌrymi ma kBopoty z przekrcaniem ich. Nie wykazuje zainteresowania ukBadaniem klockÌw jeden na drugim, ale odkryBam, |e najbardziej interesujc cz[ci plastikowych klocków które kupiBam w Ciechocinku jest alfabet! Ale poniewa| zaczBam od litery s i powiedziaBam:  sssssssss wyglda na to, |e wszystkie dla niej litery to  sssssssssssss . PokazaBam jej jak przelewa wode z kubeczka do kubeczka w wannie i 20 minutowa kpiel przemieniBa si w godzinn zabaw. <P> <B>Warszawa: DzieD 48</B> <P> Dzisiaj ciocia Gra|yna zabraBa nas do RafaBa (jej bratanek) i Kasi Niekowal i ich dzieci, Kuby (9) i Gabrysi (7). Izabela obserwowaBa i prÌbowaBa na[ladowa gdy starsze dzieci bawiBy si gr  Twister . Doro[li rozmawiali przy herbacie i serniku. ByBo mi miBo spotka polsk mam, ktÌra ma mo|liwo[ci i wytrzymaBo[ w po[wiceniu caBego jej czasu i energii dzieciom. PorÌwnaBy[my nasze rozkBady dnia i za[miewaBy[my si jak to  bycie w domu naprawd znaczy byciem przez wikszo[ dnia poza domem. ByBo mi smutno, |e Dante nie mÌgB bawi si z dziemi. <P> <B>Warszawa: DzieD 49</B> <P> Ciocia Gra|yna zawiozBa nas dzi[ do jeszcze jednej podmiejskiej dzielnicy Warszawy, do cioci Marysi, ktÌrej nie widziaBam ponad 10 lat. Ciocia Marysia jest bardzo kochan, sBodk i opiekuDcz kobiet, ktÌra wprowadziBa mnie w katolicyzm i braBa mnie prawie ka|dej niedzieli do Katedry Zwitego Patryka jak byBam maBa; zabieraBa mnie do Rockefeller Center w zimie na By|wy, kupowaBa balony w parku i najlepsze na [wiecie nowojorskie precle w metrze. Ona uczyBa mnie francuskiego i nauczyBa kilka polskich piosenek, ktÌre spiewaBam Dantemu kiedy byB maleDki. Ona opiekowaBa si mn jak moja matka potrzebowaBa odetchn i pozwalaBa mi schroni si w cioci domu w Booklyn ie. Kiedy zostaBam drugi raz ochrzczona w wieku 8 lat, ona zostaBa moj amerykaDsk Chrzesn Mam (byBam wyrÌ|niona podwÌjn par rodzicÌw chrzestnych, po jednej parze z ka|dego kraju). Ona rÌwnie| byBa przyczyn, |e wybraBam sobie na chrzcie imi Maria. <P> Drogi nasze zupelnie si rozeszBy poczas tych lat ale ja czsto my[laBam o niej, o chwilach jakie z ni spdziBam, o pracach jakimi mnie inspirowaBa i o lekcjach jakie mi dawaBa. Zobaczenie si wic z ni w Warszawie spowodowaBo powrÌt wszystkich moich wspomnieD i silnie poruszyBo moje serce. Ona zamieszkaBa w maBym mieszkaniu z piknym ogrodem. Jak zawsze, jej obiad byB prawdziwym rajem dla |oBdka i Izabela wszystko sprztneBa z talerza, ku cioci Marysi wielkiemu zadowoleniu. DBugo rozmawiaBy[my o przeszBo[ci i przyszBo[ci Izabeli, i zrobiBo mi si na secu l|ej, |e ona aprobowaBa nasz decyzj jej zaadoptowania. <P> <UL><I> Uwa|am si za niezwykle uprzywilejowan z tego powodu, |e mogBam J widzie tego dnia i jednocze[nie niepocieszona, |e z powodu zmiany dnia w sdzie moi chBopcy musieli opu[ci Polsk rezygnujc z odwiedzenia ludzi, ktÌrzy byli bardzo wa|ni dla mnie w latach mojej mBodo[ci. Niestety ciocia Marysia umarBa w pocztkach Marca 2008. Bedzie zawsze w mojej pamici. I je[li jest niebo, jestem pewna, |e Ona tam jest. </I></UL> <P> <B>Warszawa: DzieD 51</B> <P> Dzisiaj odebraBy[my paszport Unii Europejskiej dla Izabeli! <P> Oczywi[cie potrzebujemy zdjcia do wizy (ktÌre, gdybym wiedziala, zrobiBa bym w Aodzi w tym samym czasie jak robiBam zdjcia do paszportu). <P> PojechaBy[my te| na egzamin lekarski. Izabela zostaBa zwa|ona, zmierzona i  obserwowana . Kiedy wspomniaBam o wadzie serca, lekarz posBuchaB jej serca i zapytaB  jaka wada serca ? WziB 230 ZB, wypisaB wszystko co Magda mu powiedziaBa i przyBo|yB piecztki we wskazanych mu miejscach. <P> <B>Warszawa: DzieD 52</B> <P> Dzi[ pojechaBy[my po wiz. Magda wysBaBa po nas jej kierowc i on wysadziB nas przed Ambasad tu| przed 10t (i czekaB ponad dwie godziny). Magda byBa w tym czasie w sdzie wic ja musiaBam zaBatwi to sama. Wszystko szBo bardzo szybko a| do chwili jak zapBaciBam $380; od tego momentu musiaBy[my czeka na  wywiad . Na szcz[cie inna para AmerykanÌw z Long Beach, z Kalifornii, byBa obok z czwÌrk dzieci z Aotwy (Ambasada AmerykaDska jest w trakcie otwierania tam dziaBalno[ci i do tego czasu wszystkie procesy adopcyjne z Aotwy s przeprowadzane w Polsce). Czekajc, doro[li porównywali swoje prze|ycia adopcyjne a dzieciaki bawiBy si i Izabela maszerowaBa dró|kami po caBym pokoju. <P> Pytano mnie o rzeczy, ktÌre musieli wypeBni w jakiej[ bardzo archaicznej formie. Na przykBad chcieli wiedzie czy Izabela byBa w domu dziecka czy w domu zastpczym, jak jej matka j oddaBa (czy jest sierot, zostaBa podrzucona, zabrana od jej rodzicÌw w zwizku z jakim[ aktem przestpczym w stosunku do niej, etc.). Oczywi[cie nieznany ojciec zostaB sklasyfikowany jako  zagubiony . Troch to wydaBo mi si [mieszne. Chcieli wiedzie o jej historii medycznej i jak powa|ny jest problem wady serca. Oczywi[cie byBo tam i pytanie:  Czy wyglda normalnie . Oniemieli na  krotkie wizadBo wargi gÌrnej poniewa| agent, ktÌry mnie przepytywaB ani razu nie spojrzaB na Izabel. Wic w koDcu ja pokazujc na Izabel zapytaBam czy uwa|a, |e dziecko  wyglda normalnie i czy widzi co[ zBego z jej warg. Agentka stwierdziBa |e wszystko wyglda normalnie i nie mogBa powiedzie nic ujemnego. Ona chciaBa mie adres rodzicÌw zastpczych, ktÌry na szcz[cie udaBo mi si wygrzeba z mojej pamici. ChciaBa te| wiedzie czy Izabela miaBa kontakt z kim[ chorym w cigu ostatniego miesica. Odpowiedz byBa: nie, i ja nie wspomniaBam o tym, |e Izabela mieszkaBa z dzieckiem chorym na |ÌBtaczk C przez prawie caBe jej |ycie (ale to byBo bardzo dokBadnie przestrzegane aby kubeczki, rczniki, i naczynia byBy oddzielne) poniewa| mogBo by to stanowi problem. Oni chcieli wiedzie jak dBugo mÌj m| byB przy niej, jak wiele czasu mÌj syn z ni spdziB i dokBadnie kiedy zaczB si proces przysposobienia. Wada serca wymagaBa troche  potaDczenia dookoBa poniewa| za namow Magdy lekarz tego nie umie[ciB w jego raporcie (gdy tymczasem w sdzie byli[my mocno przekonywani, |e jej wada serca jest powa|na). Chris, wypeBniajc form w Ambasadzie podaB, |e wie o jej powa|nym stanie serca. Ta rÌ|nica zeznaD spowodowaBa zamieszanie. WytBumaczyBam, |e w wikszo[ci przypadkÌw zastawka zamyka si sama i |e lekarz sprawdziB jej serce i nie mÌgB niczego wysBysze co wskazywaBo by, |e problem nie istnieje (chocia| mo|e istnie ale nie wysByszaB |adnych szmerÌw). <P> Kazano nam przyj[ z powrotem o pitnastej. Magda miaBa mnie zabra do Ambasady midzy 13:15 a 14:30. Ja zadzwoniBam do niej o 13:45 chcc dosta od niej potwierdzenie. Oczywi[cie, jak zawsze, co[ wypadBo wa|nego i zostaBam powiadomiona, |e mam wzi taksÌwke na swÌj koszt. Dziki serdeczne nale| si mojej cioci, ktÌra nas tam zabraBa swoim autem. Pomimo zapewnieD, |e wiza bdzie na nas czeka w zewntrznym okienku, po 20 minutach czekania w[rÌd rozpychajcych si ludzi w kolejce, ktÌra si utworzyBa w cigu kilku sekund gdy otworzono okienko, zostaBam powiadomiona, |e jednak musimy wej[ do Ambasady i odebra wiz w [rodku. Tam ju| wszystko poszBo gBadko i po 10 minutach opu[ciBy[my Ambasad z wiz w rku. <P> Mam dwa dni aby zmieni moja walizk w <A HREF= http://pl.wikipedia.org/wiki/TARDIS>TARDIS</A>, tzn statek kosmiczny u|ywany przez Doktora w serialu  Doctor Who który od wewntrz jest wielokrotnie wikszy i umo|liwia wygodne podró|owanie. <P> <B>Warszawa: DzieD 53-54</B> <P> Janina, przyjaciÌBka Cioci Gra|ny z Wiednia, przyleciaBa dzisiaj aby spdzi z ni kilka dni w Warszawie w jej apartamencie. CzuBy[my si razem wspaniale gdy| ona uwielbia klejnoty i [licznotki i przekonaBa Cioci Gra|yn aby wziBa nas na zakupy bi|uterii i ciuchÌw. Mnie udaBo si kupi kilka kremÌw Dr. Ireny Eris, o ktÌrych marzyBam ju| od dawna. <P> Janina jest niesamowita i chwilami wydawaBo mi si, |e zachowujemy si jak podlotki ze szkoBy [redniej, chichoczc si i opowiadajc sobie spro[ne sekreciki. Z drugiej strony prowadziBy[my caBkiem powa|ne dyskusje gdy| Janina jest psychologiem i ma specjalizacj w technice Montessori uczenia dzieci oraz ogromn wiedz z dziedziny rozwoju dziecka wic omawiaBy[my rÌ|nice metod w Stanach i w Wiedniu i porÌwnywaBy[my przerÌ|ne programy wyrÌwnawcze. Izabela bardzo przypadBa do serca Janinie i obje ciocie rywalizowaBy o jej wzgldy. <P> <B>Warszawa: DzieD 55</B> <P> Rano zadzwoniBa jeszcze raz do mnie Ciocia Marysia i moj Dziadek. PowiedziaBy[my  Do widzenia Cioci Janinie i Ciocia Gra|yna zabraBa nas na lotnisko. Tutaj z Cioci Ew, Tomkiem, MaBgosi i Julk wypili[my szklank herbaty i po|egnali[my si. ByBy[my szcz[liwe, |e lecimy do domu ale i smutne z powodu rozstania, a jednocze[nie te| zachwycone widzc tyle serdecznych twarzy osÌb, ktÌre nam tak bardzo piknie pozwoliBy spdzi ten miesic, ktÌry mÌgB by dla nas bardzo nieprzyjemny. <P> Nasz odlot byB opÌzniony o godzin. Zanim weszBy[my do samolotu minB ju| czas gdy maBe dzieci maj poBudniow drzemk. Izabela zasnBa natychmiast jak tylko usiadBy[my, niestety 15 minut pÌzniej obudziB j huczcy gBos kapitana, ktÌry podaB nam rozkBad lotu. Na nieszcz[cie to byB koniec jej spania. Ona nie zmru|yBa oka przez nastpne 10 godzin. Ale byBa spokojna i zachowywaBa si bardzo dobrze w odrÌ|nieniu do innych maluchÌw w samolocie, ktÌre wyraznie byBy nieszcz[liwe i sprawiaBy du|o kBopotÌw. My czytaBy[my ksi|eczki wiele, wiele razy, [piewaBy[my piosenki, rysowaBy[my i robiBy[my krÌtkie spacery w przej[ciu. Izabela zamoczyBa tylko dwie pieluszki podczas caBej podrÌ|y (jeden raz zdarzyBo si to z powodu dBugiej kolejki do ubikacji) i nawet udaBo jej si zrobi kupke w toalecie. Starsza pani, Polka, ktÌra siedziaBa obok nas oznajmiBa, |e  to jest zBote dziecko po dBu|szej obserwacji. Niestety, ale mimo, |e zapBaciBam za oddzielne siedzenie dla Izabeli, poniewa| ona miaBa mniej ni| 2 lata, linie lotnicze nie miaBy dla niej jedzenia. Ja byBam z tego niezadowolona jak i kilkoro innych rodzicÌw, ktÌrzy do[ gBo[no wygBasza zaczli swoje ostre sdy na ten temat, piszc rÌwnie| za|alenia. W rezultacie stuardesy LOTu po[wiciBy ich jedzenie dajc je tym dzieciom, ktÌre miaBy na to ochot. Poniewa| siedziaBy[my zaraz przy sekcji dla stuardes miaBam okazj usBysze ich opryskliwe uwagi takie jak:  co za sens, te dzieci nie zjedz nawet jednej czwartej porcji a ja jestem przecie| gBodna! To mogBo by prawd w wikszo[ci przypadkÌw ale nie w przypadku Izabeli. Oczywi[cie pani siedzca obok nas te| sByszaBa te komentarze. Kiedy stuardesa przyszBa aby zabra tace Izabeli, nasza ssiadka powiedziaBa, |e ona mo|e po[wiadczy, |e Izabela zjadBa wszystko do ostatniej kruszynki. <P> W Chicago zagraBam rol  Kobiety bardzo potrzebujcej pomocy i jeden z pasa|erÌw ofiarowaB si ponie[ do kontroli paszportowej siedzenie do auta (w ktÌrym siedziaBa Izabela) gdy ja niosBam Izabel i ci|ki plecak. Wszystko poszBo jak z pBatka ale musiaBy[my odebra baga|e i z nimi pÌj[ do kontroli celnej oraz przej[ przez kontrole imigracyjn w zwizku z paszportem Izabeli. Tutaj znalazBam mBodego portiera, Polaka, ktÌry okazaB si bardzo miBy i pomÌgB mi z moim majdanem. <P> Bdc na lotnisku w Warszawie otrzymaBam tylko 3 wejsciÌwki do samolotu. Nie wiedziaBam z jakiego powodu ale nie dano mi wej[ciÌwki dla Izabeli na lot z Chicago do Seattle i kiedy o to zapytaBam, powiedziano mi, |e wej[ciÌwk dostan w Chicago. W Chicago zaczBam si wic o ni upomina. Oczywi[cie United nie ma nic wspÌlnego z LOTem a LOT co[ pokrciB z rezerwacj i zadecydowaB, |e Izabela bdzie siedzie na moich kolanach a nie na wBasnym miejscu mimo faktu, |e ja zapBaciBam za jej bilet. Poniewa| komputery LOTu i United nie mogBy si dogada a reprezentanci obu kompaniinie mogli si porozumie si przez telefon, sprawa musiaBa by zaBatwiona osobi[cie. Po usByszeniu tego bez oporu siadBam z moim baga|em przed biurkiem miBego pana, który miaB mi pomóc, i zaczBam (chocia| to byBo niekonieczne) na podBodze zmienia pieluszk Izabeli bez sBowa, dajc do zrozumienia, |e nie mam zamiaru si ruszy dopÌki kto[ tego nie zaBatwi. ZabraBo to prawie pÌB godziny ale w koDcu kto[ przyszedB z LOTu i daB mi dwie wej[ciÌwki z miejscami obok siebie. <P> Majc ju| miejsca w rku oddaBy[my nasze baga|e i przeszBy[my do placu z jedzeniem gdzie znalazBy[my Dziadzi, ktÌry na nas tam czekaB. ByBam taka zmczona i stskniona za domem |e wydawaBo mi si |e zjadBam najlepszy w [wiecie Big Mac. Izabela byBa wykoDczona poniewa| nie spaBa i ostro|nie obserwowaBa Dziadzi. Bardzo jej si spodobaB pluszowy biaBy kot ktÌry przyniósB jej Dziadzi. Spdzili[my troch czasu rozmawiajc, a| przyszedB moment gdy musiaBy[my i[ do samolotu. Tym razem, na szcz[cie gBos pilota nie byB tak bardzo gBo[ny i Izabela przespaBa caBy lot. <P> Dante, Chris, Grandma Sandy i Grandpa Chuck czekali na nas z balonami i mas u[ciskÌw i caBusÌw. Do domu dobili[my bardzo pÌzno wic wszyscy poszli do BÌ|ek aby zacz nowe |ycie nastpnego ranka. <P> Nawet mimo wszystkich czekaD, opÌznieD i zmian w planach, nasza podrÌ| adopcyjna i tak i tak byBa krÌtka w porÌwnaniu z podrÌ|ami innych osÌb. Je[li jeste[cie zainteresowani, oto lista najwa|niejszych dat: <P> Decyzja zaadoptowania dziecka: 05.2006<BR> Zakwalifikowanie jako kandydaci na rodziców adopcyjnych w stanie Waszyngton: 12.2006<BR> Formularze wysBane do Agencji: 19.1.2007<BR> I600A wysBane do USCIS: 19.1.2007<BR> Propozycja dziecka: 18.2.2007<BR> Odciski palcÌw: 13.3.2007<BR> Pierwsza wizyta w Polsce: 17.4.2007-23.4.2007<BR> Otrzymanie I-171H: 5.5.2007<BR> Data przesBuchania w sdzie otrzymana: 6.8.2007<BR> Okres przysposobienia: 20.8.2007-14.9.2007<BR> Data rozprawy w sdzie (zmieniona!): 14.9.2007<BR> Nowa metryka urodzenia: 1.10.2007<BR> Otrzymanie paszportu: 9.10.2007<BR> Otrzymanie wizy: 10.10.2007<BR> Przylot do domu: 13.10.2007<BR> <BR> <TABLE WIDTH=100%><TR> <TD ALIGN=LEFT><A HREF="JournalPoPolsku28.html"><IMG border=0 SRC=bakarrow.gif OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A></TD> <TD ALIGN=RIGHT><A HREF="JournalPoPolsku30.html"><IMG border=0 SRC=fwdarrow.gif OnMouseOver="this.border=1" OnMouseOut="this.border=0"></A></TD> </TR></TABLE> <!-- Start of StatCounter Code --> <script type="text/javascript" language="javascript"> var sc_project=888237; var sc_invisible=1; var sc_partition=7; var sc_security="b67b0e7d"; </script> <script type="text/javascript" language="javascript" src="http://www.statcounter.com/counter/frames.js"></script> <noscript><a href="http://www.statcounter.com/" target="_blank"> <img src="http://c8.statcounter.com/counter.php?sc_project=888237&amp;java=0&amp;security=b67b0e7d&amp;invisible=1" alt="free web tracker" border="0"></a></noscript> <!-- End of StatCounter Code --> </FONT> </BODY> </HTML>